binance reklama

Giełdy bez prowizji – hit, chwyt marketingowy czy ukryte zagrożenie?

Coraz więcej giełd kryptowalutowych i brokerskich przyciąga uwagę obietnicą handlu bez prowizji. Ale czy „zero kosztów” naprawdę oznacza „za darmo”? Przyjrzyjmy się temu modelowi działania, na czym zarabiają takie platformy oraz jakie mogą być pułapki dla nieświadomego inwestora.

Na czym polega model bezprowizyjny?

Giełda bez prowizji deklaruje, że użytkownik nie ponosi kosztu za zawarcie transakcji — czyli tzw. opłaty maker/taker, które są standardem na tradycyjnych platformach. W praktyce model ten najczęściej opiera się na innych źródłach przychodu:

  • Spread – różnica między ceną kupna a ceną sprzedaży. Giełda zarabia, oferując mniej korzystny kurs niż rzeczywista cena rynkowa.

  • Payment for Order Flow (PFOF) – giełda przekazuje zlecenia do zewnętrznych animatorów rynku (market makerów), którzy płacą jej za dostęp do płynności. Ten model znany jest z działalności Robinhooda w USA.

  • Usługi dodatkowe – np. subskrypcje premium, staking, dźwignia, karty kryptowalutowe, ETF-y z dźwignią.

Kto stosuje ten model?

Robinhood

To pionier modelu „zero commission”, który zrewolucjonizował rynek akcji w USA. Model PFOF umożliwił Robinhoodowi finansowanie operacji mimo braku prowizji — ale przyciągnął też uwagę regulatorów (m.in. SEC), którzy oceniali, czy użytkownicy dostają uczciwe warunki.

Crypto.com

W wersji detalicznej aplikacji Crypto.com użytkownik może handlować „bez opłat”, ale kursy są zaniżane o kilka promili względem rzeczywistego rynku. Czyli – zysk z marży wbudowanej w spread.

MEXC

MEXC to azjatycka giełda znana z agresywnego promowania handlu bez prowizji, zwłaszcza na rynku spot. W ramach długoterminowych promocji oferuje 0% opłat transakcyjnych dla wszystkich użytkowników, co czyni ją jedną z niewielu platform z faktycznie darmowym handlem spot.

Ale:

  • Spread i płynność bywają mniej korzystne dla niszowych par,

  • Wysokie opłaty za wypłaty rekompensują brak prowizji,

  • Dodatkowe produkty finansowe (staking, ETF-y, copy trading) mają ukryte koszty lub prowizje,

  • Giełda silnie promuje swój token MX, z którym wiążą się zniżki, dostęp do launchpadów i inne benefity, które zwiększają przychody ekosystemu.

To bardziej model „ekosystemowej monetyzacji” niż klasyczne PFOF, ale efekt jest podobny: klient nie płaci bezpośrednio, ale płaci pośrednio.

XTB

XTB to regulowany broker z Polski, który również oferuje handel bez prowizji, głównie na akcjach i ETF-ach z Europy i USA (do określonego wolumenu miesięcznego, np. 100 000 EUR). Oferta wygląda bardzo atrakcyjnie, szczególnie dla inwestorów długoterminowych.

Ale warto wiedzieć:

  • Model oparty na spreadach – XTB nie pobiera prowizji, ale może stosować szerszy spread w zależności od instrumentu,

  • Opłaty poza transakcjami – np. za brak aktywności na koncie (brak transakcji przez 12 miesięcy) czy przewalutowania,

  • Brak PFOF – XTB podkreśla, że nie stosuje modelu przekazywania zleceń do zewnętrznych animatorów rynku (co odróżnia go np. od Robinhooda),

  • Zarobek na CFD i produktach z dźwignią – mimo braku prowizji na akcje, XTB generuje duży przychód z CFD, które wiążą się z większym ryzykiem i marżą.

To przykład modelu, który łączy atrakcyjność „zero prowizji” z głębszą warstwą finansowania działalności brokera poprzez inne produkty i opłaty.

Czy to się opłaca użytkownikowi?

Na pierwszy rzut oka — tak. Brak widocznych opłat obniża barierę wejścia. Jednak:

  • Spread może być ukrytą prowizją, szczególnie w parach o niższej płynności,

  • Brak przejrzystości – użytkownik nie wie, kto realizuje jego zlecenie i po jakim kursie,

  • Potencjalny konflikt interesów – gdy giełda zarabia więcej, jeśli klient uzyska gorszy kurs.

Co mówi regulator?

Model PFOF był analizowany m.in. przez amerykańską SEC. Z jednej strony obniża koszty dla detalistów, z drugiej – może pogarszać jakość wykonania zleceń. W Unii Europejskiej trwają prace nad regulacjami, które miałyby zakazać PFOF w jego klasycznej formie.

Polska perspektywa

W Polsce giełdy wciąż stosują tradycyjny model prowizyjny — np. Zonda czy Kanga pobierają opłaty od każdej transakcji. Jednak warto obserwować, czy trend „zero opłat” nie przyciągnie i do naszego rynku — tym bardziej że użytkownicy stają się coraz bardziej wrażliwi na koszty.

Podsumowanie

Model bez prowizji może być atrakcyjny na pierwszy rzut oka, ale warto zrozumieć, gdzie giełda zarabia. Spread, dostęp do danych, kierowanie zleceń, tokeny użytkowe — to wszystko może oznaczać ukryte koszty. Zanim zachwycisz się „brakiem opłat”, sprawdź, ile naprawdę płacisz — tylko niekoniecznie wprost.

Dodaj opinię